Powodem, dla którego zrezygnowałem z instalacji Skype po przesiadce na Windows 7 był fakt niepełnego minimalizowania się aplikacji. Kliknięcie na „X” zawsze ( i chyba to jest nawet dość intuicyjne) minimalizuje program do tray-a. Nie w przypadku Skype. On zostawał cały czas na nowym, wspaniałym pasku Okienek. Irytował mnie do tego stopnia, że postanowiłem na stałe się go pozbyć. Wiem, że mogłem wyłączyć jedynie automatyczne uruchamianie na starcie systemu i włączać tylko kiedy będzie potrzebny, ale to przecież komunikator i skoro już go mam to powinien być cały czas włączony. Zostawiłem sobie jedynie aplikację na Iphonie i w bardzo ważnych kwestiach z niej właśnie korzystałem.
Przełom nastąpił kiedy któryś klient z rzędu zapytał czy nie mam Skype. Pomyślałem, że przecież nie korzystam już ponad rok czasu, pojawiło się pewnie kilka nowych wersji, więc na pewno poprawili tego, w moim mniemaniu, buga. Jakież było moje rozczarowanie kiedy okazało się, że nic z tego. Tym razem postanowiłem dokładniej zagłębić się w temat i okazało się, że wystarczy uruchomić Skype w trybie zgodności z np. Windowsem Vista. Jednym zdaniem: znowu jestem online na Skype.
